Turystyka

Wyjazd turystyczny na Białoruś – Moje przemyślenia

Wyjazd turystyczny na Białoruś – Moje przemyślenia
Grzegorz Sanik

Niedawno wróciłem z mojego pierwszego wyjazdu na Białoruś. Kraju hermetycznego, specyficznego i budzącego nie zawsze pozytywne skojarzenia. Pomimo posiadania z Polską wspólnej granicy – i co najważniejsze – wspólnej historii, Białoruś pozostaje krajem niemalże kompletnie nieznanym dla Polaków. Po Białorusi, wraz z Adrianem, zrobiliśmy 1500 km. Odwiedziliśmy Mińsk, Lidę, Nieśwież, Grodno, Nowogródek, Mir i inne miejscowości. Małych wiosek nie jestem w stanie nawet zliczyć. Mieliśmy okazję odwiedzić także lokalne urzędy, szkołę, milicję. Szukaliśmy śladów polskiej przeszłości. Choć czasu nie było dużo, udało się zobaczyć całkiem sporo. Zapraszam do przeczytania moich przemyśleń z tego wyjazdu.

Pani Żanna i Pan Aleksander

Nasza podróż po Białorusi nie mogłaby się odbyć, gdyby nie pomoc Pana Aleksandra i Pani Żanny. Pan Aleksander jest Rosjaninem, który na stałe osiadł na Białorusi. Przez wiele lat mieszkał również w Polsce i jak sam mówi, w Polsce jest zakochany. Wspólnie z Panią Żanną mieszkają w niedużej miejscowości o wdzięcznej nazwie Dziatława (biał. Дзятлава, ros. Дятлово). Miejscowość ta przed wojną znajdowała się w granicach II RP, wówczas nazywała się Zdzięcioł. To dzięki pomocy Żanny i Aleksandra udało się wspólnie z Adrianem uzyskać prywatne wizy. Ta dwójka wspaniałych ludzi ugościła nas u siebie w Zdzięciole i pomogła zwiedzić spory kawałek swojego kraju. Za co pragnę im jeszcze raz serdecznie podziękować na łamach mojego bloga.

Ja i Pan Aleksander - Wyjazd turystyczny na Białoruś

Ja i Pan Aleksander – Wyjazd turystyczny na Białoruś

Wspólna wizyta w sali pamięci w białoruskiej szkole - Od lewej: Adrian, Pani Żanna, Pan Aleksander, dyrektor szkoły i ja

Wspólna wizyta w sali pamięci w białoruskiej szkole – Od lewej: Adrian, Pani Żanna, Pan Aleksander, dyrektor szkoły i ja

Biurokracja, biurokracja, biurokracja

Wszechobecna biurokracja to największy minus Białorusi. Dla mnie wyjazd na Białoruś zaczął się jeszcze zanim dojechałem do białoruskiej granicy. Białoruś jest krajem, który pragnie kontrolować każdą osobę. Nie tylko swoich własnych obywateli, ale i również przyjezdnych cudzoziemców. Chcąc zwiedzić sensownie Białoruś, musimy wystąpić wcześniej o wizę. Nie jest to jednak zwykła formalność, a prawdziwa sterta dokumentów i przepisów, które musimy pokonać. Należy zacząć od tego, że nie możemy od tak wystąpić o wizę. Chcąc pojechać na Białoruś musimy mieć zaproszenie od jakiejś osoby mieszkającej na Białorusi (wiza prywatna) lub podanie od białoruskiej firmy turystycznej (wiza turystyczna). Sam wniosek wizowy jest skomplikowany i zawiera o nas wiele szczegółowych informacji. Nasze miejsce pracy, stanowisko, cel wizyty, czas trwania podróży, trasa przejazdu, środek transportu itp. Sam wniosek i zaproszenie to nie wszystko. Do wniosku musimy dołączyć także wykupione wcześniej ubezpieczenie turystyczne, wyrobić dodatkowe zdjęcia, no i oczywiście ważny paszport. Nie obędzie się również bez opłat, w moim przypadku wiza kosztowała 25 €. Całość dokumentów wysyłamy pocztą lub udajemy się osobiście do ambasady lub konsulatu. Jednym słowem masa formalności. Na tym etapie miałem już ochotę zrezygnować z wyjazdu i podejrzewam, że wiele osób rezygnuje z powodu tych wszystkich wymaganych dokumentów. Na pocieszenie dodam, że pracownicy ambasady są mili i z chęcią odpowiadają na pytania w sprawie wizy. Więcej informacji znajdziemy na stronie ambasady.

Moja białoruska wiza

Moja białoruska wiza

Kto myśli, że na załatwieniu wizy kończą się formalności, ten jest w błędzie. Odprawa na granicy to kolejna papierkologia. Pomijam fakt, że czasem na granicy stoi się po kilka godzin (to normalne na wschodzie), to również trzeba wypełnić kolejne dokumenty i karteczki. Część z wypełnionych dokumentów nam zabierają, a część musimy zatrzymać i strzec jak oka w głowie, bo bez nich będziemy mieć problem z powrotem do naszego kraju. Dodatkowo osoby podróżujące własnym autem muszą dosłownie zameldować swoją maszynę na Białorusi. To oznacza kolejne wnioski i kolejne dane wbijane do komputera na granicy przez celnika. Rachu-​ciachu i białoruskie KGB już wie wszystko o nas i o naszym aucie.

Oprócz wielogodzinnego czekania na granicy (odzwyczailiśmy się tego w UE) czekają nas również dodatkowe formalności…

Oprócz wielogodzinnego czekania na granicy (odzwyczailiśmy się tego w UE) czekają nas również dodatkowe formalności…

Kto myśli, że na przekroczeniu granicy kończą się formalności, ten jest w błędzie. Osoby podróżujące własnym autem muszą się liczyć z systemem płatnych dróg i autostrad. Ominięcie ich jest praktycznie niemożliwe. Na Białorusi nie ma prostych winiet kupowanych np. na stacjach paliw. O nie! Trzeba wejść w posiadanie stosownego urządzenia o nazwie BelToll (odpowiednik naszego rodzimego viaTOLLa dla aut ciężarowych). Na Białorusi jest on wymagany dla zagranicznych aut osobowych. W tym celu musimy znaleźć odpowiedni punkt obsługi BelTolla. Zazwyczaj są one na pierwszych stacjach paliw, tuż przy granicy. Wnosimy kaucję za wydanie urządzenia (25 €), doładowujemy jego konto określoną sumą pieniędzy, no i oczywiście kolejne dokumenty. Podpisujemy jak leci kolejne kwity napisane w nieznanym języku, w obcym alfabecie. Jakaś umowa, potwierdzenie odbioru urządzenia, potwierdzenie doładowania konta, cyrograf z diabłem, zgoda na wycięcie nerki, whatever. Byleby tylko wreszcie, po wielogodzinnym czekaniu na granicy, odjechać do upragnionego celu.

Autostrady i niektóre drogi szybkiego ruchu są płatne na Białorusi

Autostrady i niektóre drogi szybkiego ruchu są płatne na Białorusi

Kto myśli, że na dojechaniu do celu podróży kończą się formalności, ten jest w błędzie. Przebywając na terenie Białorusi dłużej niż 5 dni musimy się zameldować. Podobno w przypadku turystów robią to za nich hotele. Ponieważ my mieliśmy wizy prywatne, w tym celu musieliśmy udać się na komisariat milicji. To też nie okazało się takie proste. Pani urzędnik na milicji dała nam kolejne dokumenty do wypełnienia. Okazało się, że trzeba znowu za coś zapłacić. Pani wyliczyła nam kwoty i dała numery kont bankowych. Trzeba więc było udać się na drugi dzień do banku, zrobić opłaty, później wypełnić otrzymane dokumenty i na sam koniec znowu pójść na milicję. Pani urzędnik przyjęła co trzeba, wypełniła na komputerze co trzeba, przybiła pieczątki gdzie trzeba. Na sam koniec pogroziła palcem Panu Aleksandrowi, że za nas odpowiada i że w ogóle. A to wszystko ma jeszcze Pan Aleksander potwierdzić stosowanym podpisem. Na tym koniec.

Każdy, kto narzeka na biurokrację w Unii Europejskiej czy w Polsce, powinen się dwa razy zastanowić.

Po wielogodzinnej podróży dotarliśmy do pierwszego celu - Zdzięcioł

Po wielogodzinnej podróży dotarliśmy do pierwszego celu – Zdzięcioł

Światełkiem w tunelu okazują się pewne niedawno wprowadzone zmiany. Do Białorusi można już wjechać bez wizy do Grodna. Jest to jednak dystans zbyt bliski, kiedy pragnie się zwiedzić lepiej ten kraj. Ruch bezwizowy jest możliwy także w przypadku turystów przybywających do Białorusi poprzez lotnisko w Mińsku. Nie jest to jednak żadnym sensownym rozwiązaniem, z uwagi na brak dobrych i tanich połączeń lotniczych z Polską. Minusem ruchu bezwizowego jest również to, że obowiązuje on tylko dla osób przebywających na Białorusi nie więcej niż 5 dni. W tym roku wprowadzono również możliwość składania wniosków wizowych poprzez pocztę. To duże ułatwienie. Do niedawna trzeba było udać się osobiście do ambasady w Warszawie lub jakiegoś z konsulatów. Te wszystkie zmiany pokazują wyraźnie, iż Białoruś pragnie się zmienić i otworzyć się na ruch turystyczny. Wszak jest to dla niej korzystne, gdyż każdy zagraniczny turysta oznacza dodatkowy pieniądz pozostawiony w kraju. Myślę, że wkrótce nastąpią jeszcze dalej idące ustępstwa, aż do całkowitego zniesienia wiz.

Do znajdującego się tuż przy granicy Grodna można już jechać bez wizy

Do znajdującego się tuż przy granicy Grodna można już jechać bez wizy

Dobre drogi

Po przekroczeniu granicy państwowej nastąpił pierwszy kontakt z Białorusią. Nie ukrywam, że jedną z naszych największych obaw był stan dróg, jaki zastaniemy na Białorusi. Zwłaszcza po fatalnych doświadczeniach z Ukrainy. Po cichu liczyliśmy na to, że drogi na Białorusi będą lepsze niż u naszego południowo-​wschodniego sąsiada. I nie zawiedliśmy się. Drogi na Białorusi są naprawdę dobre. Nie są może tak rozbudowane jak na zachodzie, ale utrzymane są na przyzwoitym poziomie. Te łączące miejscowości są w większości wyremontowane. W ciągu tygodnia pobytu na Białorusi pokonaliśmy ponad 1500 km i ani razu nie natrafiliśmy na zniszczoną drogę. Oczywiście mowa jest tutaj o głównych drogach łączących białoruskie miejscowości. W przypadku dróg pobocznych, prowadzących np. do wiosek czy chutorów, w tym przypadku w większości są to drogi gruntowe, pozbawione asfaltu. Białoruś posiada również swoją sieć autostrad.

Drogi na Białorusi w większości utrzymane są w bardzo dobrym stanie

Drogi na Białorusi w większości utrzymane są w bardzo dobrym stanie

Drogi prowadzące do wiosek są zazwyczaj drogami gruntowymi, pozbawionymi asfaltu

Drogi prowadzące do wiosek są zazwyczaj drogami gruntowymi, pozbawionymi asfaltu

Białoruś posiada również sieć autostrad, szczególnie rozwinięta jest wokół Mińska

Białoruś posiada również sieć autostrad, szczególnie rozwinięta jest wokół Mińska

Dużym, pozytywnym zaskoczeniem jest również otoczenie dróg. W tym zakresie na Białorusi panuje wzorowy porządek. Pobocza dróg są wykoszone, przystanki pomalowane, śmieci prawie w ogóle nie ma. W miejscach, gdzie w zimie wiatr może nawiewać śnieg na jezdnię, zasadzone są eleganckie szpalery iglaków. Czysto, schludnie i estetycznie. Cóż, wstyd już wspominać, jak czasem wyglądają drogi w Polsce. To wszystko sprawia, że podróż przez Białoruś to prawdziwa przyjemność. Kraj jest w większości rolniczy. Przejeżdżając pomiędzy miejscowościami mijamy tylko urokliwe pola i gęste lasy, gdzieniegdzie poprzecinane białoruskimi kolorowymi wioseczkami.

Przejazd przez Białoruś to prawdziwa przyjemność, mijamy pola, lasy, wioseczki

Przejazd przez Białoruś to prawdziwa przyjemność, mijamy pola, lasy, wioseczki

Drogi, pobocza i przystanki są w większości zadbane

Drogi, pobocza i przystanki są w większości zadbane

Krajobraz Białorusi zdominowany jest przez pola

Krajobraz Białorusi zdominowany jest przez pola

Państwo policyjne

Pan Aleksander śmieje się, że na jednego Białorusina przypada trzech milicjantów. Jednak na ulicach nie widzieliśmy ich aż tak wielu. Prawdę mówiąc, w małych miejscowościach prawie w ogóle ich nie widać. Co innego w Mińsku. Tam kilkuosobowe patrole milicji i OMONu można spotkać na każdym kroku. Mińsk to jest jednak duże miasto i jak każde duże miasto boryka się również z dużymi problemami. Czuć jednak, że obywatele na Białorusi trzymani są na „krótkiej smyczy”. Myślę, że dobrym przykładem atrybutów państwa policyjnego jest przytoczona już wcześniej biurokracja i przepisy wizowe, a zwłaszcza obowiązek meldunkowy. Trzymanie wszystkich w ryzach ma jednak swoje plusy. Białoruś jest przez to krajem bezpiecznym i spokojnym. Nam, jako turystom, nie ma prawa stać się nic złego. Na ulicach jest porządek i spokój. Nie do pomyślenia są jakiekolwiek akty wandalizmu np. graffiti czy śmiecenie w miejscach publicznych. Nie przypominam sobie też, żebym coś takiego widział.

Wzmożone patrole milicji i OMONu widzieliśmy tylko w Mińsku

Wzmożone patrole milicji i OMONu widzieliśmy tylko w Mińsku

Na ulicach białoruskich miast jest bezpiecznie i spokojnie - Grodno

Na ulicach białoruskich miast jest bezpiecznie i spokojnie – Grodno

Najbardziej zaskoczyło nas jednak to, co zobaczyliśmy w jednym z białoruskich urzędów. W czasie naszej podróży po Białorusi mieliśmy okazję odwiedzić lokalny urząd miejski. Na Białorusi takie miejskie urzędy nazywane są komitetami wykonawczymi. Okazało się, że wejście do lokalnego urzędu, w niewielkiej miejscowości, pilnowane jest przez milicjanta. Kontroluje on wchodzących petentów, dokonuje rewizji, otwiera bramki. Jest to naprawdę zdumiewające „odgradzanie się” państwa od zwykłych obywateli, którzy przychodzą do urzędu załatwiać najzwyklejsze sprawy. Zamieniliśmy kilka słów z tym milicjantem. Młody, sympatyczny chłopak zapytał się nas, czy w Polsce do urzędów też dostępu pilnują służby mundurowe. Adrian odpowiedział, że nie. Milicjant zrobił oczy jak pięciozłotówki i odpowiedział, że u nas to naprawdę muszą być sprawiedliwi ludzie. Rozbawiło mnie to jego szczere zdziwienie.

Siedziba białoruskiego KGB w Mińsku

Siedziba białoruskiego KGB w Mińsku

Czysto i schludnie

To, co uderza po przyjeździe do Białorusi, to ład i porządek. Widać, że Białoruś nie jest krajem bogatym, ale mieszkańcy i władze starają się dbać o swój kraj. Kamienice i budowle w starych dzielnicach są w większości wyremontowane. Ulice czyste, pozamiatane. Wspominałem już o dobrych drogach, pokoszonych poboczach. To wszystko sprawia, że podróż po Białorusi jest przyjemna. Dodatkowo miły dla oka jest widok wolny od natarczywych reklam, krzykliwych billboardów. Nie zobaczymy ich na Białorusi. Występują one tylko sporadycznie, a jeśli już są, to są to reklamy państwowe. Jest to kolosalna różnica w stosunku do tego, co na co dzień niestety musimy oglądać w Polsce…

W białoruskich miastach jest przeważnie czysto i schludnie, choć często również skromnie

W białoruskich miastach jest przeważnie czysto i schludnie, choć często również skromnie

W każdym mieście znajdziemy tablice poświęcone zasłużonym dla miasta

W każdym mieście znajdziemy tablice poświęcone zasłużonym dla miasta

Szkolna sala w białoruskim gimnazjum

Szkolna sala w białoruskim gimnazjum

Dworzec autobusowy

Dworzec autobusowy

Na wioskach zatrzymał się czas. Dosłownie. Nieodłącznym elementem białoruskiego krajobrazu są kolorowe drewniane chatki. Zazwyczaj pomalowane są na niebiesko, żółto, pomarańczowo, czasem zielono. Na wsiach dominuje drewniana zabudowa. Duża część ze starych chatek jest już dziś opuszczona. Czasem trudno stwierdzić, czy dany domek jest już opustoszały, czy tylko jego mieszkaniec nie ma już siły się nim zajmować. Ogólnie Białoruś sprawia wrażenie kraju wyludnionego. Opuszczone, pozarastane domostwa, mało aut na drogach, pustki na ulicach. W miastach też nie spotkamy tłumów, nawet w tych typowo turystycznych miejscach.

Drewniana zabudowa i kolorowe domki są nieodłącznym elementem krajobrazu wsi i małych miasteczek

Drewniana zabudowa i kolorowe domki są nieodłącznym elementem krajobrazu wsi i małych miasteczek

Jeden z opuszczonych domów… Z lewej strony domku znajduje się pewien znaczek

Jeden z opuszczonych domów… Z lewej strony domku znajduje się pewien znaczek

Znaczek na opuszczonym domku (czerwona gwiazda) informuje o tym, że w tym miejscu mieszkał weteran wojny ojczyźnianej

Znaczek na opuszczonym domku (czerwona gwiazda) informuje o tym, że w tym miejscu mieszkał weteran wojny ojczyźnianej

Lenin wiecznie żywy

Białoruś jest krajem, który nie zerwał z tradycją Związku Radzieckiego. Wręcz przeciwnie, owe dziedzictwo podkreśla się w wielu miejscach. Weźmy np. godło Białorusi, to niemalże kopia godła Związku Radzieckiego. Na białoruskich ulicach znajdziemy masę pomników z czasów Kraju Rad. Pomniki Lenina możemy spotkać w prawie każdym mieście. Jeden z najbardziej imponujących pomników wodza rewolucji znajduje się tuż przed siedzibą parlamentu Republiki Białorusi. W Mińsku znajdziemy również pomniki innych zbrodniarzy np. Feliksa Dzierżyńskiego. Białoruś to kraj, w którym ulica Lenina biegnie tuż obok ulicy Mickiewicza. Nawet nazwy niektórych instytucji, takich jak Komitet Bezpieczeństwa Państwowego, w skrócie KGB (biał. КДБ, rus. КГБ), żywo przypominają nam „czerwonego brata”.

Lenin przed budynkiem parlamentu Republiki Białorusi, po lewej flaga i godło Białorusi (wzorowane na godle ZSRR)

Lenin przed budynkiem parlamentu Republiki Białorusi, po lewej flaga i godło Białorusi (wzorowane na godle ZSRR)

Lenin z Zdzięcioła, Lenin z Nieświeża, Lenin z Grodna

Lenin z Zdzięcioła, Lenin z Nieświeża, Lenin z Grodna

Ulica Lenina w Mińsku

Ulica Lenina w Mińsku

Pomnik Feliksa Dzierżyńskiego w Mińsku

Pomnik Feliksa Dzierżyńskiego w Mińsku

Na Białorusi, oprócz pomników Lenina, znajdziemy także całą masę pomników poświęconych Armii Czerwonej. Nie ma się czemu dziwić, to właśnie czerwonoarmiści wyzwalali te tereny spod niemieckiej okupacji. Pomników, cmentarzy, monumentów i obelisków poświęconych sowieckim żołnierzom jest naprawdę całe mnóstwo. Znajdziemy je nawet na wioskach. Czasem są kiczowate, a czasem naprawdę imponujące. Uwaga, nie znajdziemy jednak na nich informacji o II wojnie światowej. Takowa nie zaistniała w świadomości byłych obywateli Związku Radzieckiego. Zamiast tego mowa jest wszędzie o wielkiej wojnie ojczyźnianej 1941–1945.

Pomnik czerwonoarmisty w Nowogródku

Pomnik czerwonoarmisty w Nowogródku

Pomnik czerwonoarmisty w Nieświeżu

Pomnik czerwonoarmisty w Nieświeżu

Kolejny pomnik we wsi Dworzec

Kolejny pomnik we wsi Dworzec

Na Białorusi znajdziemy również liczne pamiątki z czasów zimnej wojny - MiG-25 UB

Na Białorusi znajdziemy również liczne pamiątki z czasów zimnej wojny – MiG-​25 UB

W restauracji

Na Białorusi raczej się nie najemy. Jakbym mógł wskazać jeden z największych minusów – takich przyziemnych – to są to małe porcje jedzenia. Pierwszy raz, kiedy dostałem posiłek w białoruskiej restauracji, to myślałem, że mam do czynienia z przekąską. Pomyślałem sobie, że akurat tak trafiłem w tej restauracji. W kolejnych lokalach nie było jednak inaczej. Małe zupy, małe kotlety, małe porcje ziemniaków, a nawet małe hamburgery. Pan Aleksander mówi, że tak tu po prostu jest i przyznaje mi rację, co do moich spostrzeżeń. A ma stosowne porównanie, bo przez wiele lat mieszkał w Polsce. Przynajmniej ceny w restauracjach są również małe. Na szczęście my mieliśmy Pana Aleksandra i Panią Żannę, którzy zadbali o to, abyśmy nie chodzili głodni.

Zwykły obiad w restauracji w niewielkiej miejscowości na Białorusi

Zwykły obiad w restauracji w niewielkiej miejscowości na Białorusi

Jedno z popularnych białoruskich dań maczanka po Białorusku (ros. Мачанка по Белорусск)

Jedno z popularnych białoruskich dań maczanka po Białorusku (ros. Мачанка по Белорусск)

Za to można napić się pysznego kwasu chlebowego, który na wschodzie jest bardzo popularnym napojem bezalkoholowym. Na Białorusi sprzedaje się go również na ulicy, bezpośrednio z małych beczkowozów. W knajpach i restauracjach jest to również podstawowy napój. Polecam zamówić kwas lidzki (produkowany w Lidzie).

Na Białorusi kwas można kupić nawet bezpośrednio na ulicy

Na Białorusi kwas można kupić nawet bezpośrednio na ulicy

Kwas (rus. Квас)

Kwas (rus. Квас)

Turystyka

W trakcie naszego tygodniowego pobytu jeździliśmy po Białorusi, zwiedzaliśmy miasta i poznawaliśmy zabytki. Białoruś posiada raczej skromną ofertę turystyczną. Polaków zwiedzających ten kraj jest niewielu, zapewne głównie ze względu na skomplikowane przepisy wizowe. A szkoda, bo na Białorusi, na każdym kroku znajdziemy miejsca związane z polską historią. Są one ogromną wartością tego kraju. Stare miasta i zabytki są przyzwoicie utrzymane. Takie miejsca jak dom rodzinny Adama Mickiewicza, zamki w Nieświeżu i Mirze (będące na liście UNESCO), są bardzo dobrze zadbane. Oczywiście poza głównymi turystycznymi celami znajdziemy także zaniedbane miejsca, opuszczone pałace, zniszczone kościoły. Białoruś swoją ofertę turystyczną kieruje głównie do obywateli Federacji Rosyjskiej. Niewątpliwie wspaniałym atutem tego kraju jest piękna dziewicza przyroda, spokój, cisza, natura. Zaletą Białorusi są również niskie ceny. Nocleg w ciekawym miejscu możemy dostać już od 10 $ za dobę. Obiad w restauracji kosztuje około 10 białoruskich rubli (18 zł).

Dom rodzinny Adama Mickiewicza w Nowogródku

Dom rodzinny Adama Mickiewicza w Nowogródku

Zamek w Mirze - Wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO

Zamek w Mirze – Wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO

Zamek w Nieświeżu - Wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO

Zamek w Nieświeżu – Wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO

Nie wszystkie zabytki są odnowione, niektóre popadają w ruinę - Pałac Radziwiłłów w Zdzięciole

Nie wszystkie zabytki są odnowione, niektóre popadają w ruinę – Pałac Radziwiłłów w Zdzięciole

Na Białorusi na każdym kroku można spotkać polskie ślady

Na Białorusi na każdym kroku można spotkać polskie ślady

Cisza, spokój, urzekające krajobrazy, to niepodważalne atuty Białorusi

Cisza, spokój, urzekające krajobrazy, to niepodważalne atuty Białorusi

Historia

Zwiedzając zabytki na Kresach Wschodnich, ciężko nie odnieść się do polskiej historii. W przypadku zabytków na Litwie i Ukrainie, polski pierwiastek jest często wymazywany z pamiątkowych tablic i informatorów historycznych. Wydaje się, że w tamtych krajach słowa „Polska” i „polski” z trudem przeciskają się przez maszyny drukarskie. Inaczej jest na Białorusi. Tutaj należy się duży plus. Białoruś nie boi się mówić o wspólnej historii. Zwiedzając zabytki często trafialiśmy na informacje mówiące o Wielkim Księstwie Litewskim, unii z Koroną Królestwa Polskiego, Rzeczypospolitej Obojga Narodów itd. Dużo informacji poświęca się również rodowi Radziwiłłów, którzy w Rzeczypospolitej byli jednymi z najważniejszych magnackich rodów.

Tablica pamiątkowa w języku polskim na kościele farnym w Nowogródku

Tablica pamiątkowa w języku polskim na kościele farnym w Nowogródku

Fragment kartusza herbowego Rzeczypospolitej Obojga Narodów z czasów Augusta III, wyeksponowany przed nowym zamkiem w Grodnie

Fragment kartusza herbowego Rzeczypospolitej Obojga Narodów z czasów Augusta III, wyeksponowany przed nowym zamkiem w Grodnie

Sala hetmańska w Zamku w Nieświeżu, na ścianach portrety Radziwiłłów

Sala hetmańska w Zamku w Nieświeżu, na ścianach portrety Radziwiłłów

Oczywiście są pewne wyjątki. Białoruś zupełnie inaczej spogląda na historię II wojny światowej. Jak już wspomniałem, tam mowa jest o wielkiej wojnie ojczyźnianej, prowadzonej w latach 1941–1945. Zupełnie inaczej wygląda także sprawa postrzegania września 1939 roku i napaści ZSRR na Polskę. Tam narracja historyczna mówi o wyzwoleniu Białorusinów przez Armię Czerwoną. Jest to oczywiście pokłosiem prowadzonej przez lata sowieckiej polityki historycznej. A także tego, o czym w Polsce nie zawsze chce się pamiętać, że duża część ludności białoruskiej faktycznie traktowała wejście Armii Czerwonej jako formę wyzwolenia.

Pomnik poświęcony wielkiej wojnie ojczyźnianej w Nowogródku

Pomnik poświęcony wielkiej wojnie ojczyźnianej w Nowogródku

Dla obywateli byłych republik ZSRR wojna trwała w latach 1941-1945

Dla obywateli byłych republik ZSRR wojna trwała w latach 1941–1945

Pomnik poświęcony wkroczeniu Armii Czerwonej do Nowogródka 18 września 1939 roku

Pomnik poświęcony wkroczeniu Armii Czerwonej do Nowogródka 18 września 1939 roku

Adrian zauważa, że na Białorusi trochę lepiej wygląda również kwestia polskich cmentarzy. Na Ukrainie i Litwie polskie nekropolie są często bardzo zaniedbane. Pojawiają się również akty wandalizmu, specjalnie skierowane w stosunku do polskich nagrobków. Poutrącane ramiona krzyży, zniszczone zdjęcia, uszkodzone nagrobne figury, to częsty widok na Ukrainie i Litwie. Również na Białorusi znajdziemy sporo polskich i katolickich cmentarzy, są one jednak zachowane w lepszym stanie.

Jeden z katolickich cmentarzy w Nowogródku

Jeden z katolickich cmentarzy w Nowogródku

Polski grób z 1880 roku na cmentarzu w Zdzięciole

Polski grób z 1880 roku na cmentarzu w Zdzięciole

Warto jeszcze dodać, że brak jest również pomiędzy Polakami i Białorusinami drażniących tematów historycznych. Na Białorusi nie spotkamy banderowców i ludzi obnoszących się z nazistowskimi symbolami, tak jak na Ukrainie. Nie ma między nami dawnych zatargów terytorialnych, jak w przypadku Wilna na Litwie. To znacznie ułatwia kontakty.

Język

Na Białorusi obowiązują dwa języki urzędowe: rosyjski i białoruski. Wbrew obiegowym opiniom są to różne języki. Co ciekawsze, wydaje się, że język białoruski jest jednak bardziej zbliżony do języka polskiego, niż do języka rosyjskiego. Problemem jest jednak cyrylica, która w języku polskim nie jest używana, przez co oba języki wydają się sobie obce. Na Białorusi większość osób mówi w języku rosyjskim, mniejsza część po białorusku, część osób używa mieszanki języka białoruskiego i rosyjskiego. Wiele osób rozumie język polski i prędzej dogadamy się po polsku, niż np. po angielsku. Dużą barierę stanowi jednak cyrylica. Wybierając się na Białoruś warto znać ten alfabet. To podstawa, bez jego znajomości może być trudno poruszać się po kraju. Napisów w języku angielskim nie znajdziemy prawie nigdzie.

Znajomość cyrylicy na Białorusi jest bardzo przydatna

Znajomość cyrylicy na Białorusi jest bardzo przydatna

ZSRR 2.0

Przez cały czas nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Białoruś to taki Związek Radziecki 2.0. Tylko, że może udał się trochę lepiej. No cóż, znajdziemy tu wiele reliktów dawnego systemu. I nie mam tu na myśli tylko komunistycznych pomników. Na Białorusi nie przeprowadzono bolesnych reform gospodarczych, tak jak w Polsce. U naszego wschodniego sąsiada dalej funkcjonują kołchozy. Na każdej wiosce, dosłownie na każdej pipidówie, znajdziemy państwowe sklepy o nazwie Rodni Kut (biał. Родны Кут). Przejeżdżając przez Białoruś widzimy tylko pola, pola i pola. Nie widziałem żadnych skupisk zakładów produkcyjnych, pojedynczych też prawie nie ma, żadnych stref ekonomicznych. Ciągle nurtowało mnie pytanie, z czego żyją Białorusini? Białoruś wygląda na kraj trochę zacofany i to bez patrzenia na ekonomiczne wskaźniki. Na tle tego wszystkiego tylko Mińsk prezentuje się jako nowoczesne miasto. Ale przecież miarą dobrobytu nie jest stan stolicy, ale sytuacja na prowincji. Choć jest czysto, spokojnie i bezpiecznie, to jednak ludzie żyją skromnie. Taki jest efekt nieprzeprowadzenia reform. Myślę, że wkrótce Białoruś będzie musiała się jednak z nimi zmierzyć. Pomimo tego wszystkiego, na Białorusi jest o wiele lepiej, niż na Ukrainie czy Rosji. Różnice na korzyść Białorusi są bardzo widoczne.

Mińsk prezentuje się jako nowoczesna stolica

Mińsk prezentuje się jako nowoczesna stolica

Pozostała część kraju jest w większości rolnicza, nieco zacofana

Pozostała część kraju jest w większości rolnicza, nieco zacofana

Wielkie Księstwo Litewskie 2.0

W swojej historii Białoruś odwołuje się mocno do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Faktycznie, terytorium współczesnej Białorusi stanowiło dawniej trzon terytorium Litwy. Kto wie, być może to właśnie Białoruś, a nie współczesna Litwa, może czuć się bardziej spadkobiercą Wielkiego Księstwa Litewskiego. Do historii Wielkiego Księstwa Litewskiego nawiązuje się przy wielu białoruskich zabytkach. Wydaje się, że jest to jeden z elementów budowania tożsamości narodowej. Trzon wystaw na zamkach w Mirze i w Nieświeżu stanowią losy Radziwiłłów, tym samym losy Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Białoruś z wielkim szacunkiem odnosi się także do twórczości Adama Mickiewicza. Odwołań do wspólnej historii jest znacznie więcej.

Orzeł litewskiego rodu Radziwiłłów herbu Trąby na elewacji Zamku w Nieświeżu

Orzeł litewskiego rodu Radziwiłłów herbu Trąby na elewacji Zamku w Nieświeżu

Zbroje husarskie są popularnym tematem na zamkowych wystawach, nawiązują do najchwalebniejszej historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów

Zbroje husarskie są popularnym tematem na zamkowych wystawach, nawiązują do najchwalebniejszej historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów

Jezioro Świteź, to o nim pisał Adam Mickiewicz w balladzie pt. "Świtezianka", w tle kamień z fragmentem utworu wieszcza w języku polskim

Jezioro Świteź, to o nim pisał Adam Mickiewicz w balladzie pt. „Świtezianka”, w tle kamień z fragmentem utworu wieszcza w języku polskim

Podsumowanie

Białoruś jest bez wątpienia krajem wartym odwiedzenia, dużym utrudnieniem są jednak przepisy wizowe. Mam nadzieję, że już wkrótce ulegną one uproszczeniu. Polacy dość licznie jeżdżą na Ukrainę, tymczasem sytuacja na Białorusi jest o wiele lepsza niż u naszych południowo-​wschodnich sąsiadów, pod każdym względem. Również klimat do zwiedzania jest o wiele lepszy, ze względu na brak historycznych zatargów. Białorusini są bardzo przyjaźnie nastawieni i otwarci dla Polaków. Cisza, spokój, natura i ślady polskiej przeszłości, to największe atuty Białorusi.

Pozdrawiam z Białorusi, z samego centrum Mińska - Foto: Adrian Sitko

Pozdrawiam z Białorusi, z samego centrum Mińska – Foto: Adrian Sitko

Jak pojechać na Białoruś?

Osoby, które chciałyby odwiedzić Białoruś, lecz obawiają się formalności i nieznajomości języka, zapraszam do kontaktu z Panem Aleksandrem. Pan Aleksander mówi dobrze po polsku i z miłą chęcią pomoże zorganizować przyjazd. Jest w stanie również ugościć kogoś u siebie za niewielką opłatą. Z Panem Aleksandrem można się skontaktować za pomocą Skype’a (login nibiru85) lub aplikacji Viber (nr +375 29 367 66 49). Zachęcam.

  • Fajna relacja.

    Byłem na Białorusi z 10 lat temu – już wtedy był to kraj w widoczny sposób zadbany. I także wtedy było to państwo policyjne. Tym niemniej bez tego Białoruś długo się nie utrzyma. Moim zdaniem to państwo sztuczne, które będzie istniało tylko tak długo, jak długo będzie rządził nim jego twórca – Łukaszenko. Mentalnie to Rosja, a podczepianie się pod Wielkie Księstwo Litewskie to takie trochę identyfikowanie się z zaborcą. Litwa zajęła Ruś wschodnią pokonując Mongołów, a potem się spolonizowała (a przynajmniej jej elity). Białorusini czerpią z tradycji chłopskiej, które nie podlegała polonizacji, ale nie kreowała też losów Wielkiego Księstwa Litewskiego. Tym niemniej ciekawie jest zobaczyć, jak taki niedopełniony naród kreuje swoją tożsamość: https://www.youtube.com/watch?v=yNgqNA7HRHc

    • Dzięki za komentarz. Co do Rosji i Białorusi to tutaj opieram się dużo na opinii Pana Aleksandra. On jest Rosjaninem i z Rosji wyjechał za lepszym życiem do Białorusi. Zamierza też ściągnąć pozostałą część swojej rodziny. W Rosji panuje chaos. Nawiasem mówiąc może w przyszłym roku uda się pojechać na tydzień do Rosji i też zrobić reportaż. Tylko, że gdzieś dalej niż Moskwa czy Sankt Petersburg, bo one jako duże miasta wydają się mało reprezentatywne. Pozdrawiam!

  • Joanna

    Szczerze mowiac Twoj wpis w naszym odczuciu jest troche za bardzo przerysowany na nie. Biurokracja biurokracja ale wszyscy bardzo mili i pomocni. Nie ma potrzeby straszyc tych ktorzy tam jeszcze nie byli. Taka wyprawa na komisariat tez moze byc ciekawa czescia przygody. Przy zameldowaniu urzednicy sami za nas wypelniali dokumenty … Caly meldunek zajal nam moze 20 min. Wize zalatwilismy w pol godziny. Wszystko szybko, sprawnie.
    Jesli chodzi o jedzenie to jest przepyszne, ogromne porcje za 7zl 😉 Ludzie przesympatyczni i bardzo pomocni. Polecam wyprawe sladami Mickiewicza i Orzeszkowej 🙂 Troche wiecej optymizmu 😉 Nie ma co marudzic 🙂 Nie jest to miejscie na all-​inclusive ale z pewnoscia warte zobaczenia a Stare Wasiliszki i opowiesci o Czeslawie Niemenie, mozliwosc zagrania na jego pianinie … bezcenne 🙂

    • Bonawentura

      Ja bardziej zgadzam się ze stanowiskiem piszącego artykuł. Wszyscy mili i pomocni – to tak, ale z ludzi, których się spotyka. W urzędzie zdarzają się mili urzędnicy, ale zazwyczaj jest to podejście „Proszę nie zawracać mi głowy” – dobrym przykładem jest moja sytuacja z zeszłego roku, gdy w Baranowiczach kupiłem bilet od kierowcy autobusu miejskiego, ale ze względu an to, że dość słabo znam cyrylicę, to nie przeczytałem, że trzeba go jeszcze przebić (stara technologia, której nigdy nie widziałem w Polsce tak nawiasem mówiąc, bo jestem młodym człowiekiem). Niestety do pani konduktorki nie przemawiało to, że jechałem pierwszy raz komunikacją miejską w ich mieście, a teraz już wiem, że zdecydowanie ostatni raz i nic mi po tym bilecie, którego nie przebiłem. I tak dostałem mandat. Na milicji w miastach pokroju Nieświeża – jednym słowem T R A G E D I A. Wchodzisz – nie znając rosyjskiego nic nie załatwisz. Na szczęście formularz (który trzeba znaleźć na tablicy z podpisami dokumentów tylko w języku rosyjskim) jest w dwóch językach – rosyjskim i angielskim. Wypełnienie formularzu to 5 minut roboty, łatwo sprawa. Ale co po tym, skoro trzeba stać w kolejce 1,5 godziny, bo czynny jest tylko jeden gabinet. W czasie obsługiwania mojej osoby pan milicjant stwierdza, że „jak on ma to wpisać, skoro to nie po rosyjsku”(wpisałem po angielsku). Mimo wszystko pan milicjant nie jest niemiłą osobą, więc jakoś to wpisuje i daje karteczkę, z którą należy iść do oddalonego o kilkaset metrów banku opłacić jakąś opłatę. W banku znowu komedia – czynne dwa okienka, do każdego kolejka. Nagle jedno okienko jest zamykane – przerwa na obiad i pani wróci za godzinę. Po 45 minutach w kolejce można wrócić na milicję, gdzie wszystko jest dokańczane w kolejne 30 minut. Po połowie dnia z załatwianiem meldunku można odpocząć. W Mińsku sprawa wygląda lepiej, bo wszystko zajmuje o wiele mniej czasu, to fakt. Co do jedzenia to już różnie wygląda. Niby kraj bliski kulturowo, ale jest wiele różnic. Różnice względem Polski – wiele sałatek przeładowanych majonezem, problem z kupnem mięsa innego niż mielone w mniejszych miejscowościach, a tak to raczej wszystko w porządku. Ogólnie Białoruś jest ciekawym krajem do zwiedzenia, ale jak ktoś nie miał w ogóle styczności z rosyjskim i jedzie sam to będzie miał problemy z dogadaniem się wyłącznie po angielsku.

  • Marysia O.

    Byłam na Białorusi w lipcu tego roku korzystając z możliwości wjazdu bez wizy do Grodna i nad Kanał Augustowski. Był to samotny wypad rowerowy. Zgadzam się z Tym co piszesz o Białorusi. Mam bardzo podobne wrażenia. Byłam na Białorusi znacznie krócej i miałam okazję odwiedzić tylko Grodno i kilka miejscowości w okolicach tego miasta, ale to wystarczyło, żeby „odczarować” Białoruś, obalić siedzące gdzieś w głowie mity o strasznym kraju strasznego Łukaszenki i chcieć więcej. Czułam się tam bardzo dobrze i bardzo bezpiecznie, choć jechałam rowerem sama. Więc może w przyszłym roku wybiorę się rowerem na Białoruś, ale już z wizą. Myślę, że naprawdę warto.

Turystyka
Grzegorz Sanik
@grzegorz_sanik

Od kilku lat piszę na Eloblogu artykuły o historii, turystyce i nowych technologiach. Od urodzenia związany jestem z Dolnym Śląskiem. Prowadzę także na YouTube kanał Podróżnik w czasie.

Więcej w kategorii Turystyka

Dolnośląskie kolosy – Zapory wodne na Dolnym Śląsku

Grzegorz Sanik2 września 2017

Te dwa zamki musisz odwiedzić na Białorusi – Nieśwież i Mir

Grzegorz Sanik20 sierpnia 2017

Ponad 11 000 niezwykłych miejsc na jednej mapie!

Grzegorz Sanik11 sierpnia 2017

W poszukiwaniu dawnej granicy II RP na Białorusi

Grzegorz Sanik9 sierpnia 2017

Raport GUS turystyka w Polsce w 2016 roku

Grzegorz Sanik25 lipca 2017

Zapomniany opuszczony radziecki schron pod Wałbrzychem

Grzegorz Sanik25 czerwca 2017

Szlak Zamków Piastowskich – Śladami Piastów Śląskich

Grzegorz Sanik20 maja 2017

Urlop nad morzem? Ta wiedza może uratować Ci życie!

Grzegorz Sanik7 maja 2017

Zwiedzanie podziemi Mittelwerk i obozu KZ Mittelbau-​Dora

Grzegorz Sanik28 kwietnia 2017